Któżby pomyślał, że progenitura Jakuba Wędrowycza zapuści się tak daleko
na północ Europy? No wprawdzie dla tej wyśmienitej rodziny niewiele jest
przeszkód niemożliwych do pokonania, ale jakby nie było, z Wojsławic do serca
Norwegii jest szmat drogi. Zwłaszcza gdy na wstępie akcja zawiązuje się w ponurym
świecie Mściwie Nam Panujących Komuchów.
Splot bardzo tajemniczych okoliczności sprawia, że dwóch nieletnich
obywateli PRL, wywodzących się (jak wieść gminna niesie) z Wojsławic,
wyślizguje się z potrzasku żelaznej kurtyny i wydostaje na wykwintny Zachód,
choć akurat w tym konkretnym wypadku jest to oczywiście Północ.
Jednego z chłopców Ruskie porywają wprost ze szkoły i nieznana
organizacja po brawurowej akcji odbija go i umieszcza w zapadającej się
chałupie na końcu norweskich fiordów, gdzie za przeproszeniem nawet noc nie
przychodzi, a psy dupami nie szczekają wyłącznie dlatego, że w każdym pokoju
zamontowano podsłuch. Drugi chłopak pojawia się tajemniczo i diabli wiedzą
skąd, ale najwyraźniej główny bohater (pomimo amnezji, której wcześniej stał
się ofiarą) ochoczo przyjmuje Maćka Wędrowycza, obłąkanego pirotechnika i
nieodrodnego wnuka Jakuba, na łono norweskiej, nieudolnie remontowanej chałupy.
I tu słowo krytyki. Zbyt wiele miejsca autor poświęcił zabiegom
remontowania norweskiego domu. Oj, za dużo tu desek, warkotu wiertarek, gwoździ
i zarywających się podłóg. Niecierpliwy czytelnik omiecie wzrokiem wstawki à la
Adam Słodowy i prześliźnie się ku następnym akapitom. „Co dalej?” – zapyta, i
to, pomimo zbyt długiego remontu, powinno być dla autora największym
komplementem.
A dalej to już bardzo ciężko recenzować.
Pojawią się siekiery, bomby, spiski, księżniczki, kolejny kumpel, a na
dokładkę nierozgarnięty strażnik leśny. Będą Szkopy zatracone, całkiem niezłe
laski, skarb wart więcej niż gospodarka narodowa PRL i paru arystokratów płci
obojga. I nawet towary w sklepach do nabycia bez kartek. W głowie się nie
mieści normalnie.
A teraz sprawy organizacyjne. Dialogi jak zwykle u Pilipiuka świetne,
narracja na pograniczu kpiny też bardzo dobra, ale coś delikatnie zgrzytało.
Może niedostateczny szok chowanego w domu dziecka chłopaka z PRL-u w zderzeniu
z kapitalistycznymi cudami? Może wyszukane maniery tegoż w obcowaniu z
księżniczką? Zbyt barokowe słownictwo w ustach siedemnastolatka?
To jednak tylko drobiazgi, niewiele znaczące drobne nieścisłości,
zupełnie nie rzutujące na intrygujący całokształt. Seria zapowiada się
wyjątkowo smakowicie i już sobie szykuję miejsce na półce.
Andrzej
Pilipiuk
Norweski Dziennik. Tom 1 Ucieczka
Fabryka Słów 2011
Stron: 385
Cena: 31,49
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz