Dozorca Tus’o
patrolował ściany habitatu i z niepokojem wypatrywał śladów wiosennej
modyfikacji tkanki. Jak dotąd nic się nie działo, więc w połowie zakrętu
mężczyzna zawrócił i skierował kroki do gabinetu dyrektora placówki. Zapukał w
drzwi wykonane ze zrogowaciałej tkanki.
– Proszę wejść –
rozległ się stłumiony głos i dozorca Tus’o wszedł do środka. Dyrektor wyglądał
na zmęczonego.
Przez ostatnie
trzynaście cykli był oddelegowany przez Radę do innych zadań, a teraz, zaledwie
sześć dni przed przyjęciem samic wrócił do czynnego zarządzania habitatem.
Zdaniem Tus’o mężczyzna bardzo się postarzał, ale dozorca miał zaufanie do
przełożonego. Wspólnie wyhodują już trzecie pokolenie dzieci, więc nie wątpił w
kompetencje dyrektora. Ten nie tracił zimnej krwi nawet w obliczu najbardziej
nietypowych zdarzeń, jak choćby to sprzed czternastu cykli.
Tus’o do końca życia
zapamięta wieczór, gdy wraz z młodą opiekunką, jedną z wybranych z ostatniego
festiwalu był na popołudniowym obchodzie. W korytarzach panowała cisza. Dzieci
wisiały w równych szeregach przyssane do gruczołów żywiciela. Miały już ponad
cykl i było kwestią czasu, gdy zostaną oderwane od ścian i odprowadzone pod
skrzydła szkolnych nauczycieli. Tus’o wspominał szkolne lata z rozrzewnieniem i
zazdrościł tym maluchom niewinności i nadchodzących lat szczęśliwego życia. Za zakrętem
jego towarzyszka stanęła nagle i wydała z siebie krótki, rozpaczliwy krzyk.
Potem dozorca był wściekły, że dał się ponieść wspomnieniom i stracił czujność,
a młodą opiekunkę obdarzył głęboką antypatią za to, że pierwsza zauważyła
niekontrolowaną absorbcję dzieci. Pół ściany zapadło się, a maluchy zostały
zassane przez tkankę. Gdzieniegdzie ze ściany wystawały jeszcze maleńkie
stópki. Opiekunka pobiegła z krzykiem do dyrektora, choć właściwie, to Tus’o
powinien to uczynić, ale nie mógł. Stał przed ścianą w bezruchu i spazmatycznie
łapał powietrze. Jak przez mgłę pamiętał, że do korytarza wpadł dyrektor w
towarzystwie łkającej kobiety i kilkunastu osiłków.
– Odrywajcie
nieuszkodzone! – ryknął dyrektor i doskoczył do ściany.
Wspólnie uratowali
wtedy większość dzieci, ale Tus’o do dzisiejszego dnia nie mógł sobie wybaczyć
tej spowolnionej reakcji. Nie mógł również zrozumieć, dlaczego żywiciel
postanowił wówczas wchłonąć niedojrzałe organizmy.
Dyrektor siedział za
biurkiem. Dozorca Tus’o podszedł bliżej i zameldował gotowość habitatu na
przyjęcie lokatorek.
– Dziękuję – odparł
przełożony i zatopił wzrok w tajemniczych zwojach spoczywających przed nim na
blacie.
Tus’o wymamrotał
niezrozumiale słowa pożegnania i ruszył do drzwi, ale zawahał się i odwrócił.
– Panie dyrektorze,
przepraszam, że się ośmielam zapytać, ale nie daje mi spokoju ta sprawa z
maluchami z poprzedniego święta wiosny – powiedział stanowczo. – Co się wtedy
właściwie stało?
– Nie wiem dokładnie,
ale to jeden z kolejnych znaków, że dzieje się coś nietypowego.
– Nietypowego?
– Według najstarszych
członków Rady żywiciel wkracza w jakiś kolejny etap życia. Nie wiemy jaki, bo
jak panu wiadomo pamięć pokoleń nie sięga tak daleko, by wiedzieć coś więcej o
etapach jego rozwoju.
– A co to może dla nas
oznaczać? – ostrożnie zapytał dozorca.
– Nie wiem. – Dyrektor
bezradnie rozłożył ręce. – Ale…
– Tak?
– Niech to zostanie
między nami, dobrze?
– Oczywiście, panie
dyrektorze.
– Mam wrażenie, że w
każdą zmianę trzeba włożyć więcej wysiłku, a każdy wysiłek wymaga dodatkowej
energii. Czerpanej z pożywienia oczywiście.
– I dlatego te
dzieciaczki … Co to z nami będzie? – wyszeptał Pan Tus’o.
Dyrektor tylko pokręcił
głową i westchnął znużony.
…
Parka na ladzie
kompletnie nie zwróciła uwagi na troje młodych ludzi przeciskających się do
wnętrza stoiska. Zgodnie z podejrzeniami Ad-eima, Ka-han skorzystał z
zamieszania i musiał się gdzieś wymknąć. W każdym razie pod kontuarem go nie
było. Od gładkiej monotonii wnętrza odcinała się głęboka, biała szrama tkanki
zarysowana dokładnie w tym miejscu, w którym sprzedawca zapadł się wcześniej
pod ziemię. Ad-eim kucnął i delikatnie dotknął blizny. Zafalowała pod jego ręką
niespokojnie.
– Widziałam już coś
takiego – szepnęła Dziewiętnastka kucając obok chłopaka. – Kiedyś podobna była u
nas w dormitorium i w środku zniknęła dziewczynka. Nauczycielka mówiła, że to
żywiciel, ale ja podsłuchiwałam pod gabinetem, bo miałam dyżur porządkowy na
korytarzu i usłyszałam, że żywiciel nie zostawia takich śladów, bo nie musi.
Blizny są znakiem, że wyjątkowo potężni ludzie próbowali dokonać gwałtu na
tkance a ona z jakichś powodów im ustąpiła. Wtedy, u nas na korytarzu, jakiś
niegodziwy człowiek porwał dziewczynkę i wciągnął pod spód. Nigdy jej nie
odnaleziono. – Rozgorączkowana zacisnęła dłoń na ramieniu samca.
Ad-eim zadrżał, ale nie
wycofał dłoni. Przez chwilę upajał się ciepłem falującej tkanki. Wrażenie
potęgowała bliskość smukłego ciała Dziewiętnastki. Zakręciło mu się w głowie,
ale niecierpliwe palce postanowiły zgłębić tajemnicę i po chwili wahania
wczepiły paznokcie w szczelinę. Tkanka ustąpiła. Chłopak odskoczył i
zasłaniając ciałem samicę, i Da-rika wpatrywał się w coraz szerszą rozpadlinę.
Jego trzeźwy umysł atakowały piżmowe zapachy napływające od placu. Tkanka
otwierała się przed nim ze złowieszczym jękiem doprowadzonej do ostateczności
samicy, która garściami czerpała maszke.
– Widać wejście! – przerwała
milczenie dziewczyna. – Chodźmy!
– Stój, idiotko! –
wrzasnął Ad-eim. – Nie zapominaj czym jest tkanka.
– Jak ty się do niej odzywasz?
– włączył się w wymianę zdań Da-rik.
– Zamknij się! –
warknął wybraniec.
Da-rik zagryzł wargi.
Nie odpowiedział na zaczepkę. Odegra się później. Teraz obserwował jak rywal
nachyla się ostrożnie nad szczeliną i bacznie obserwuje jej wnętrze.
– Coś tam jest? –
zapytała niecierpliwie samica.
– A żebyś wiedziała!
Znalazła się nasza zguba – odparł Ad-eim.
Ka-han siedział
nieruchomo na dnie szczeliny. Miał zakneblowane usta i związane ręce.
– No proszę! – gwizdnął
przeciągle Da-rik wyłaniając się zza pleców Ad-eima – Ktoś był szybszy od nas.
Ale to nie zmieni faktu, że ubiję frędzla własnoręcznie! – wrzasnął i wskoczył
do środka.
– Da-rik! – krzyknęła
Dziewiętnastka i podbiegła do krawędzi.
– Stój!
Ad-eim chwycił ją w
pasie i przytrzymał. Przez jego ciało przebiegł dziwny dreszcz, więc
natychmiast ją od siebie odepchnął i kucnął nad dołem.
– Da-rik! – wrzasnął,
widząc jak ten kopie bezbronnego Ka-hana. – Opanuj się do cholery! Zatłuczesz
go, a warto by się dowiedzieć kto go tak urządził.
Chłopak znieruchomiał
posłusznie, głośno dysząc z wysiłku i opuścił zaciśnięte pięści. W tej samej
chwili jakieś dłonie pociągnęły go do tyłu i zniknął z pola widzenia. W ciszy i
bez zbędnej szamotaniny.
– Szlag! Nie ruszaj się
stąd – nakazał dziewczynie Ad-eim i wskoczył za Da-rikiem.
Wylądował łagodnie.
Tkanka była wyjątkowo sprężysta i przyjmowała ciężar, by natychmiast powrócić
do pierwotnej postaci. Przez chwilę oswajał wzrok z panującym wewnątrz mrokiem,
by w końcu ujrzeć Da-rika zwisającego bezwładnie w ramionach tego samego
starca, który pilnował wcześniej stoiska Rady. Zza pleców dobiegały Ad-eima
stłumione dźwięki wydawane przez zakneblowanego Ka-hana. Nie odwrócił się.
Wolał nie spuszczać starego z oczu.
– Puść go! – zażądał.
Stary kompletnie
zignorował chłopaka, delikatnie dotknął tkanki, a ta usłużnie oddarła pas
stosownej długości, by skrępować nową ofiarę.
– Umiesz kierować
tkanką? – Ad-eim kręcił z niedowierzaniem kręcił głową. – Przecież to
niemożliwe!
Sprzedawca sprawnie
skrępował i zakneblował Da-rika, poczym położył go delikatnie na podłożu.
– Wróciłeś jednak.
Obrzucił chłopaka
badawczym spojrzeniem i zmusił tkankę do wygenerowania dwóch stołków. Gestem
zaprosił Ad-eima i usiadł stękając.
– Starość mnie dopadła
i kości trzeszczą – pożalił się. – No ale powiedz lepiej, co cię chłopcze
sprowadza?
– Szukałem Ka-hana.
Oddaj mi go! – Wybrany nie skorzystał z zaproszenia; przyczaił się do skoku.
– A, ten mały tam? –
machnął lekceważąco stary. – Niestety nie mogę go oddać, zaplanowałem go jako
przekąskę dla siebie i żywiciela. Musisz zrozumieć, że za wolę współpracy muszę
się tkance jakoś odwdzięczyć, a i sam gustuję w stałych, świeżych pokarmach.
Kompletnie nie pojmuję tej ludzkiej namiętności do hormonów i preparowanej
tkanki.
– To ty ukradłeś
dziewczynkę z dormitorium? – Ad-eim usłyszał z plecami oskarżycielskie pytanie
Dziewiętnastki.
– Do cholery, miałaś
nie ruszać się z miejsca!
– O! Witam wybraną
panienkę – stary pochylił głowę w parodii ukłonu. – Kolega panienki ma rację.
Powinnaś zostać na górze, chociaż w sumie nie ma to w tej chwili właściwie
żadnego znaczenia.
– Skąd wiesz, że jestem
wybraną? – zapytała dziewczyna.
– Wiem o wszystkim, co
się tutaj dzieje. Opowiada mi tkanka. Wystarczy tylko słuchać – stary wyszczerzył
zęby w uśmiechu. – I przy okazji – zwrócił się do Ad-eima – kondolencje z
okazji śmierci Pani New’u. Dla Ciebie i tego biednego Da-rika. A swoją drogą,
wiecie, że Pani New’u przez jakiś czas myślała o tym, by powiedzieć mu, że jest
wybrańcem? Stwierdziła, że wynagrodzi mu wszystkie lata, a w ostatecznym
rozrachunku i tak niczego to nie zmieni, prawda? W końcu wszyscy ci głupcy z
placu zostaną pożarci przez żywiciela. Białko lubi białko.
– Kłamiesz! – wrzasnęła
Dziewiętnastka
– Oj! Kochany Ad-eim
zapomniał wspomnieć o małym sekreciku? Panienka nie wie, że tylko on i
dziewięciu innych przeżyje, a wszystkie koleżanki panienki zostały przeznaczone
do rozrodu? Och, a Pani Saf’u nie wspomniała pewnie, że po urodzeniu dzieci
wszystkie koleżanki zostaną wygnane z habitatu, dzieci przyklei się do gruczołów
żywiciela, a młode matki popędzi się w dół jelit do struktur trawiennych?
Panienka oczywiście po urodzeniu dziecka tego tu wybrańca zostanie oddelegowana
do pracy na rzecz Rady. Taki los wybranej.
– To prawda? –
dziewczyna patrzyła zimno na Ad-eima.
Chłopak pokręcił z
rezygnacją głową i opuścił wzrok na Da-rika. Oczy skrępowanego wyrażały kompletne
niedowierzanie, ale gdy zderzyły się ze spojrzeniem Ad-eima, momentalnie
zabarwiły się przerażeniem.
– Pani New’u
opowiedziała mi o tym. – przyznał niechętnie wybrany.
Dziewiętnastka
wymierzyła mu policzek i odeszła w drugi koniec pieczary.
– Może być problem z
tym dzieciątkiem wybrańca i wybranej – zarechotał stary.
– Zamknij się! –
wrzasnął Ad-eim. – O co ci chodzi?
– No i po co te nerwy?
– zachichotał starzec. – W swojej młodzieńczej zapalczywości nie zwróciłeś
uwagi na moje wcześniejsze słowa. To już nie ma żadnego znaczenia, a festiwal
nie będzie trwał siedem dni. A fakt, że jesteś wybrańcem, zdecydowanie przestał
się liczyć. I właśnie dlatego wszyscy tu zostaniecie a ja przemknę się do
kanału rodnego żywiciela. To by było na tyle!
Stary poderwał się
zwinnie i kilkoma gestami zmusił tkankę, by skrępowała Ad-eima. Chłopak
szamotał się chwilę, ale musiał ustąpić. Z góry zaczęły miarowo kapać krople
soków trawiennych.
– No to żegnaj,
chłopcze – powiedział pogodnie sprzedawca złudzeń.
Nie zdążył wykonać
najlżejszego gestu. Upadł obezwładniony ciosem w skroń.
– Ad-eim! – krzyczała
Dziewiętnastka przeskakując ciało starego. Za nią stał nieruchomo wyzwolony z
więzów Ka-han. – Uwolniłam go, więc nam pomógł a teraz nie kręć się, to cię
jakoś odplączę.
– Nie sądzę! –
powiedział Ka-han. – Dzięki za uwolnienie, ale i tak stąd nie wyjdziecie.
Ka-han odbił się od dna
i zniknął w zmniejszającej się w oczach szczelinie.
– Mocno trzyma! –
poskarżył się Ad-eim demonstrując krępujące go pasy tkanki.
Dziewczyna zaczęła je
szarpać zębami i po dłuższej chwili uporała się z więzami. Wejście było już
tylko wąskim przesmykiem łączącym ich z placem.
– Szybko! – dziewczyna
pociągnęła Ad-eima za rękę i zmusiła do podniesienia się z klęczek.
– A Da-rik? –
zaprotestował.
– Nie zdążymy, zobacz!
Szczelina zaczęła się
zasklepiać ze złowieszczym sykiem. Jej budowniczy leżał nieprzytomny i nie
panował nad strukturą. Wolę tego zagadkowego człowieka przeważyła naturalna
potrzeba uzupełniania ubytków. W ostatniej chwili wypełzli na powierzchnię
żegnani wzrokiem pogodzonego z losem Da-rika.
…
Żywiciel wygrzebał się
spod warstwy czarnego podłoża. W ciągu ostatnich kilku godzin mróz zelżał do –
5 stopni a popielaty horyzont zaczęły barwić krwiste promienie morderczego
słońca. Stan zimowej hibernacji powoli mijał. Wszędzie dookoła spod powierzchni
gramolili się inni. Większość z nich była o wiele większa. Przeważały osobniki
dorosłe, w pełni ukształtowane i gotowe do prokreacji wiosennej, która zajmie
je przez najbliższe siedem dni. Później promienie gwiazdy rozgrzeją atmosferę
planety do prawie 100 stopni i cała kolonia pospiesznie zakopie się ponownie i
zaniecha wszelkiej aktywności. Żywiciel był zaledwie nastolatką, którą stado
nazwało Uhrr i która dzisiaj dostąpi seksualnej inicjacji. Jej organizm już od
kilku zimowych cykli mobilizował wszystkie zapasy energii na chwilę, w której
uda jej się przywabić dorosłego samca i ukształtować jajo. Zazwyczaj
siedmiodniową wiosnę wykorzystywała na bierną obserwację stada, a na pobór
energii pozwalała sobie pod koniec okresu przyswajalnego ciepła. Wtedy również
odwracała się na chwilę i kładła się na wznak pragnąc nagrzać całe ciało przed
kolejną, wieloletnią zimą. Teraz było inaczej. Już od chwili, w której mróz
ustąpił ruszyła na chwiejnych, nienawykłych do chodzenia odnóżach i ułożyła się
brzuchem do góry przed pierwszym napotkanym samcem. Czekała.
…
– O co mu chodziło z
tym, że to już nie ma znaczenia? – zapytała Dziewiętnastka, gdy tylko udało jej
się odzyskać oddech.
– Nie mam pojęcia –
odparł Ad-eim leżąc na boku i ciężko dysząc. – Ale mam wrażenie, że Ka-han
usłyszał znacznie więcej, więc musimy ruszyć za nim. Stary wspominał coś o
kanale rodnym. Wiesz, gdzie to może być?
– Chyba trzeba się
kierować w dół placu.
Chłopak podniósł się z
trudem i wyciągnął dłoń w stronę samicy. Pobiegli. Zewsząd tryskały fontanny, a
maszke dosłownie lało się po podłożu. Wszyscy mieli nieprzytomne spojrzenia i
nawet na chwilę nie przerywali kopulacji. Ad-eim z przerażeniem rozpoznał w
ciżbie kilkoro szkolnych nauczycieli też zatraconych w doznaniach. Przez chwilę
pożałował, że nie ma czasu robić tego, co oni, ale odegnał podstępne myśli,
uchwycił mocniej rękę dziewczyny i zaczął torować sobie drogę pomiędzy
spoconymi ciałami. Przedzierali się z uporem, do czasu gdy na plecy rzuciła ich
nieznana siła. Plac zmieniał orientację. Wszyscy zgromadzeni potoczyli się w
dół spiętrzającej się tkanki skąpanej w maszke. Tłum zawył histerycznie, by po
chwili wydać z setek płuc polifoniczny wyraz zachwytu. Ad-eim, obejmując
ramieniem dziewczynę zdołał zatrzymać się za straganem oferującym suszone
ciasteczka.
Delikatne, ledwie
mlecznie zabarwione powłoki brzuszne żywiciela ukazały wschodzącą gwiazdę.
Czerwień oprawiona w granat dalekich przestrzeni sparaliżowała wszystkich. Na
oczach ludzi dokonał się cud. Niektórzy krzyczeli, inni wyplątywali się z
ramion sąsiadów i klękali, a większość po prostu leżała i rozszerzonymi
emocjami oczami chłonęła zewnętrzny świat.
Ad-eim pomyślał, że dla
tego widoku można nawet umrzeć i mocniej przygarnął Dziewiętnastkę.
– Idziemy! – Dziewczyna
pogładziła go po policzku i zerwała się na równe nogi. – Musimy dogonić
Ka-hana.
Podniósł się ciężko i
bez przekonania. Szli w dół placu rozświetlonego promieniami gwiazdy. Ludzie
zastygli w oczekiwaniu, więc było dużo łatwiej ich wymijać. Tuż przy wyjściu
dogonił ich brzęczący dźwięk wzburzonych głosów. Dziewiętnastka odwróciła się i
ujrzała ciemny, wielki cień, który zasłaniał światło gwiazdy. Spojrzała w głąb
kanałów rodnych i w oddali zamajaczyła jej sylwetka, która mogła być Ka-hanem.
– Rusz się do cholery,
tu zaraz stanie się coś złego! – wrzasnęła dziewczyna.
…
Uhrr była bardzo
podekscytowana i niezwłocznie wyeksponowała swoje powłoki na działanie światła.
Instynkt, oraz wieloletnie obserwacje przekonały ją, że jeśli samiec ma podejść
właśnie do niej i zrealizować zapłodnienie w sposób, który naraża ją na
minimalny wydatek energii, to trzeba czekać cierpliwe Miała szczęście. Jej
ciało wkrótce przesłonił ogromny cień.
…
Ad-eim i Dziewiętnastka
biegli w dół kanału rodnego, co jakiś czas widząc znikający za krzywizną cień
umykającego Ka-hana. Za ich plecami tkanka ze złowieszczym trzaskiem
absorbowała uczniów i uczennice. Nawet według szczątkowej wiedzy wybrańca scenariusz
festiwalu fatalnie różnił się od wcześniejszych obchodów.
– Widzę go – wyszeptała
dziewczyna.
Ka-han kręcił się obok
owalnego przedmiotu, przezroczystego i drgającego w cieple tkanki.
– Zatłukę cię! –
wysyczał Ad-eim. – Za Da-rika i Panią New’u.
– Mam cię w dupie! –
wrzasnął Ka-han. – I tak już nie żyjesz. Wszyscy jesteście trupami! Nic już nie
jest ważne, nic!
Owalna bańka drgała
coraz mocniej.
Ka-han podszedł, tak
zawsze na szkolnym korytarzu, i obdarzając Ad-eima pogardliwym uśmiechem pchnął
go mocno. Chłopak po raz pierwszy w życiu zdecydował mu się postawić. Utrzymał
się na nogach i sparował pchnięcie. Gromadzona latami złość znalazła ujście i
spotęgowała siłę Ad-eima. Wrogowie zwarli się w bójce. Dziewiętnastka
instynktownie wyczuła, że nie powinna ingerować. Ostrożnie przesuwając się w
bok dotarła do zagadkowej bańki i oparła na niej ręce. W tej samej chwili
nieznana siła wepchnęła ją do środka. Uszy wypełniła głucha cisza. Z zewnątrz
nie docierały żadne dźwięki. Próbowała się wydostać, napierając na
przezroczystą przeszkodę całym ciałem, ale ta nie ustępowała. Stanęła
zrozpaczona i bezsilnie obserwowała pojedynek.
Ad-eim wydał z siebie
ryk i ostatkiem sił powalił Ka-hana na ziemię. Przygwoździł go własnym ciężarem
i zacisnął drżące z wysiłku dłonie na jego szyi. Odwieczny wróg ogłuszony
wcześniejszym gradem wściekłych ciosów nie był w stanie oderwać duszących go
rąk. Osunął się bezwładnie, a Ad-eim uskakując przed coraz bardziej wzburzonymi
strumieniami soków trawiennych rozglądał się za dziewczyną. Ujrzał ją uwięzioną
w bańce i podbiegł.
– Wychodź stamtąd! –
krzyknął.
Dziewiętnastka coś
mówiła. Ad-eim widział, że jej wargi się poruszają, ale nie docierał do niego
żaden dźwięk. Położyła dłonie na przezroczystej błonie i pokręciła głową.
– Nie możesz?
Ad-eim przyłożył dłonie
do dłoni dziewczyny i poczuł, że jakaś potężna siła wciąga go do środka. A
sekundę później wszystko wokół zalało oślepiające światło.
…
Żar obejmował Uhrr aż
do bólu pancerza. Coś było nie tak. Górujący nad nią samiec zaczął się tlić.
Gwiazda, która stanowczo zbyt szybko zawładnęła nieboskłonem, bez ostrzeżenia
eksplodowała. Na chwilę przed tym, zanim jej ciało rozsypało się w popiół,
żywicielka chciała wydać z siebie ryk przerażenia. Nie mogła. Czerpiąc
pożywienie wyłącznie ze środka organizmu, nie posiadała otworu gębowego i strun
głosowych. Całym sensem jej istnienia było stworzenie odpornego na
niesprzyjające warunki planety jaja. A to wymagało spożytkowania całego zapasu
protein. Wyjałowienia organizmu z życiodajnych ludzi. Jajo po absorpcji
nasienia było wydalane, a pozbawiona pożywienia samica umierała. Tego Uhrr nie
wiedziała. Nie wiedziała również, że jajo, jedyna rzecz, która miała znaczenie
dla ciągłości gatunku zostało zainfekowane przez ludzi. I wreszcie, jakie to
miało znacznie w obliczu zagłady? Nienazwana planeta i bezimienna gwiazda w
spektakularnych feeriach światła przechodziły do historii kosmosu. Zostało
tylko jajo.
…
Ad-eim instynktownie
nakrył własnym ciałem Dziewiętnastkę i zacisnął powieki. W ogłuszającej ciszy i
ciemności zamkniętych oczu docierał do niego wyłącznie głuchy łomot własnego
serca. Kokon amortyzował wszystkie wstrząsy. Gdy chłopak odważył się ostrożnie
unieść głowę znad karku dziewczyny, ujrzał niknący w oddali żar barwiący
granatem nieprzeniknione ciemności.
– Dziewiętnastko? –
odezwał się niepewnym głosem.
Dziewczyna poruszyła
się, ale nie odpowiedziała.
– Jesteś ranna?
– Nie.
Miękkie, kobiece ciało
przywarło do Ad-eima, który nieomal natychmiast odnalazł drogę. Za błoną jaja
rozciągały się smugi mijanych gwiazd, jedynych obserwatorek chwil, które są
sensem istnienia gatunków. Kiedyś jajo żywiciela opadnie na inną planetę a wraz
z nim materiał genetyczny pasożyta, ale teraz liczyła się tylko ona.
– Dziewiętnastko?
– Tak? – wyszeptała na
progu spełnienia.
– Nadaję ci imię
Ei-eva.
To jest nienormalne, że takie rzeczy gniją na blogach a publikuje się chłam, który nie zasługuje nawet na pobieżne przelecenie tekstu wzrokiem. Działaj dalej autorko. Szacun
OdpowiedzUsuńTo nie do końca tak :)Opowiadanie było wcześniej publikowane, więc nie jest tak źle ;)
OdpowiedzUsuńW każdym razie dziekuję.
a jakaś książka jest w planach?
OdpowiedzUsuńNapisanych jest kilka :)
OdpowiedzUsuń