środa, 12 września 2012

Opowiadanie - Na początku był człowiek część 2




Dziewiętnastka stała, niezdecydowana, czy pospiesznie się wycofać, czy podejść do klęczącego nad nieznaną jej nauczycielką chłopaka. Samiec podjął decyzję za nią.
– Czy możesz oderwać kawałek jej szaty? – poprosił i, widząc, że go nie rozumie, dodał – Trzeba obetrzeć twarz z krwi.
Podeszła więc i najdelikatniej, jak tylko się dało oddarła spory fragment spódnicy. Wyciągnęła drżącą rękę w stronę Da-rika, ale ten przecząco pokręcił głową.
– Musisz mi pomóc – wskazał oczami swoje dłonie, wciąż podtrzymujące ranną. Spomiędzy palców na plac ściekała krew, żarłocznie wchłaniana przez żywiciela.
Dziewczyna uklękła i zaczęła delikatnie ocierać twarz starszej kobiety.
– Dziękuję – Da-rik zerknął na samicę i uśmiechnął się do niej przelotnie, po czym ponownie utkwił zatroskane spojrzenie w nauczycielce.
– Musi wiele dla ciebie znaczyć – odważyła się odezwać Dziewiętnastka.
– Pani New’u… – odparł łamiącym się głosem – Pani New’u… Ona przeżyje, prawda? – utkwił zrozpaczone spojrzenie w dziewczynie.
– Mam nadzieję, że tak – szepnęła i odgarnęła ciemne owłosienie za ucho.
Chłopak szeptał prośby, by kobieta obudziła się i wstała. Błagał, by otworzyła oczy.
– Jest nieprzytomna – próbowała łagodnie wyjaśnić Dziewiętnastka, ale Da-rik nie słuchał.
– Pani New’u! – szeptał – Niech się Pani obudzi! Potrzebuję Pani! Proszę!
Nauczycielka poruszyła gałkami ocznymi, ale nie zdołała unieść powiek. Życie wyciekało z niej bezgłośnymi strużkami krwi. Bezpowrotnie i nieodwracalnie.
Dziewiętnastka poczuła, że na jej ramię protekcjonalnie spada ciężka dłoń. Wykręciła szyję i zobaczyła zwalistego samca, którego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Jego ciało zakrywała szata. Członek Rady, którego nigdy wcześniej nie widziała, zacisnął kleszcze palców na jej karku i zmusił dziewczynę do podniesienia się z klęczek. Inne dłonie obezwładniły chłopaka i wyszarpnęły jego dłonie spod głowy rannej. Ich ciała, niczym bezwładne kukły zostały brutalnie ciśnięte kilka metrów dalej a nieprzytomną nauczycielkę natychmiast odgrodzono parawanami. Da-rik, kompletnie ogłupiały osłaniał twarz zakrwawionymi rękoma, a dziewczyna, której serce ścisnęło się z żalu impulsywnie przylgnęła do jego boku. Ponad jego ramieniem ujrzała Panią Saf’u. Stała, wpatrzona w uwijającego się wokół rannej Pana Lag’o, jednego z młodszych wiekiem członków Rady. Nieco dalej falował wzburzony tłum.
Pani New’u wielokrotnie zastanawiała się nad tym, co czuje umierający człowiek. Tylu wychowanków pogrzebała, że śmierć na stałe gościła w jej myślach. Gdy z habitatu przyprowadzano jej czterdziestu chłopców patrzyła w ich jasne, liczące dwa cykle twarzyczki i widziała trupy. Za pierwszym razem próbowała zdystansować się i nie przywiązywać do dzieci, ale czas błyskawicznie zweryfikował owe zamierzenia. Dzieci, pozbawione matek, lgnęły do niej i łasiły się przy każdej okazji. I każde, które choć odrobinę przypominało ją samą było nadzieją. Swoje święto wiosny pamiętała jak przez mgłę. Rozmowę z nauczycielką, Panią Roh’u tym bardziej. Nic nie jest w stanie przygotować na bezsens istnienia. A słowa osoby, która kształtuje życie od pierwszych wspomnień są akceptowalne tylko do momentu, w którym ufający opiekunowi wychowanek rozumie przekaz. Jak rozumieć słowa kochanej nauczycielki, która obwieszcza, że cała klasa zostanie pożarta przez żywiciela? Tego, o którym uczyłaś się na lekcjach, którego obrazki rysowałaś i który był bohaterem właściwie wszystkich bajek czytanych łagodnym głosem Pani Roh’u w dormitorium? Pani New’u pogrzebała w sercu tak wielu wychowanków, że twarze wirowały jej przed oczami, ale pamiętała wszystkie imiona. Wszystkie, co do jednego. Jej mózg już od dawna był cmentarzyskiem a teraz to wszystko zmierzało ku ostatecznemu zapomnieniu. Co ciekawe, Pani New’u nie odczuwała strachu. Parawany lekko ją dekoncentrowały, ale świetnie rozumiała swoje położenie. Jednego tylko było jej żal i gdyby mogła, to cofnęła by czas. Wiedziała, że Da-rik nie może być jej dzieckiem, ale i tak w każdej klasie szukała podobnego do siebie chłopca. I mamiła się zmyśloną historyjką, że odnalazła swoje dziecko. Gdyby mogła cofnąć czas, to pogłaskałaby go po głowie, przytuliła i przez sekundę, lub dwie udawaliby, że łączą ich więzy krwi.
Kręgosłup rozpuszczał się, a nogi zostały wessane w głąb tkanki, ale umysł ciągle pracował niezależnie od żywiciela. W ostatnich chwilach świadomości Pani New’u pozwoliła swoim myślom powrócić do tygodni spędzonych w habitacie. Do tych chwil, gdy poczuła, tak jak inne dziewczęta, że pęcznieje w niej nowe życie. Czerpiąc z gruczołów macicy skondensowane składniki odżywcze i prowadząc swobodne rozmowy z innymi brzemiennymi, oczekiwała dnia, w którym maleńki lokator pojawi się na jedynym znanym jej świecie. Gdy nadszedł, a zgromadzone samice zgodnie wypchnęły dzieci z macic, odebrano matkom maleństwa i wyprowadzono kobiety z habitatu. Pani New’u pamiętała, że ją zabrano do innego pomieszczenia, gdzie jakiś pomarszczony starzec pogratulował jej i ogłosił, że wkrótce obejmie ważne stanowisko. Do habitatu już nie wróciła, nie zobaczyła też dziecka i nikt nie wyjaśnił, gdzie podziały się pozostałe kobiety. Dawne czasy.
 Co ciekawe, na chwilę zanim stopiła się z żywicielem poświęciła ulotną, ostatnią myśl innemu wychowankowi, niż Da-rik. Ad-eim – pomyślała – kto teraz się tobą zaopiekuje? A potem tkanka agresywnie zaatakowała ulokowane w mózgu Pani New’u ośrodki nerwowe. Zalała ją fala bólu i czerwieni.
Ad-eim przedarł się przez tłum i zobaczył Da-rika. Klęczącego, wpatrzonego w kremowe płachty zakłócające harmonię płaszczyzn placu. Do boku niezbyt lubianego kolegi łasiła się bardzo ładna samica, ale Da-rik sprawiał wrażenie, że kompletnie tego nie rejestruje. Wybraniec energicznie podszedł do skulonej pary i stanął tuż obok tych dwojga, bezwiednie kierując spojrzenie tam, gdzie koncentrował uwagę absolutnie każdy, kto przebywał na placu. Na parawany.
– Co tam się stało? – zapytał, szukając odpowiedzi w oczach chłopaka.
Kolega sprawiał wrażenie wariata, ale tuląca go dziewczyna, nie przerywając mechanicznego gładzenia zgarbionych ramion Da-rika zdobyła się na wyjaśnienia.
– Tam – wskazała na parawan – umarła wasza nauczycielka, Pani New’u i twój kolega kompletnie się załamał.
– Pani New’u? – Ad-eim nieomal wykrzyczał jej imię. – Co ty mówisz, samico?
– Mówię, co widziałam – chłodno odparła Dziewiętnastka.
– Przepraszam, nie chciałem krzyczeć – próbował się usprawiedliwić. – Jesteś pewna, że Pani New’u…
– Widziałem to – wszedł mu w słowo Da-rik. – Nie ma jej już.
Ad-eim nabrał powietrza w płuca, mając szczery zamiar wygłosić jakąś pojednawczą mowę, ale gwałtowne wypiętrzenie gruczołu maszke, pierwszego źródła, które trysnęło tej nocy hormonem szczęścia i podniecenia zagłuszyło jego myśli. Zgromadzony tłum w jednej chwili stracił zainteresowanie tragicznym wydarzeniem. Do fontanny ruszyły masy, przepychając się i niecierpliwie wyciągając dłonie. Pierwsi szczęśliwcy już napełniali hormonem usta i odchodzili na bok. Stali spokojnie, nie bardzo właściwie wiedząc jakiego działania mają oczekiwać.
Dziewczyna, ciągle wtulona w Da-rika najwyraźniej nie zdradzała ochoty na udział w wyścigu. Ad-eim wręcz przeciwnie. Niepomny nauk Pani New’u przepchnął się przez tłum, pochylił nad fontanną i nabrał płynu w usta. Właściwie przez chwilę myślał o tym, by splunąć cieczą na coraz bardziej elastyczną powierzchnię placu. Nie da się ukryć, że byłby jedynym człowiekiem, który wzgardziłby maszke. Jego spojrzenie odbiegło łagodnym łukiem od zwijanego parawanu za którym dokonała się absorpcja Pani New’u do głębi przerażonych oczu dziewuchy oplatającej Da-rika. Ad-eim zdecydowanym krokiem podszedł do nich i chwycił samicę za włosy zmuszając ją do wstania.
– Jestem wybrańcem –wybełkotał, wciąż magazynując maszke w policzkach. – Trzymaj się mnie, może przyniosę ci szczęście.
Dziewiętnastka sercem lgnęła ku Da-rikowi, ale spojrzała wyzywająco w oczy samcowi, który stał naprzeciwko niej. Najwyraźniej się wahał, ale po kilku sekundach maszke zaczęła przejmować nad nim władzę. Kompletnie nie zastanawiając się nad tym co robi przywarł do drobnych warg dziewczyny, rozsunął je językiem i wlał do jej ust sporą porcję maszke.
– Też zostałam wybrana – odparła pewnym głosem, gdy posłusznie przełknęła płyn. – Choć tak naprawdę nie wiem do czego – dodała znacznie ciszej.
– Zostaw ją Ad-eim! – krzyknął Da-rik zrywając się na równe nogi i podchodząc bliżej. – Zostaw! – powtórzył i zacisnął dłonie w pięści.
Ad-eim odsunął się od dziewczyny i podszedł do kolegi.
– Powiedz mi, co tu się właściwie stało? – zapytał, kompletnie ignorując wściekłość rywala. – Co stało się Pani New’u?
Imię nauczycielki otrzeźwiło Da-rika. Wskazał ręką na miejsce, gdzie wcześniej stał parawan. Barczysty mężczyzna zabrał go i zniknął. Obaj chłopcy podeszli bliżej. Po Pani New’u nie został najmniejszy ślad. Da-rik opuścił głowę.
– To Ka-han – odezwał się po dłuższej chwili milczenia. – Atakował tę samicę, a Pani New’u stanęła w jej obronie no i Ka-han rzucił się na nią jak zwierzę. Po chwili leżała już nieprzytomna na ziemi a Ka-han uciekł jak ostatni tchórz! – Da-rik obrzucił Ad-eima zrozpaczonym spojrzeniem. – Znajdę go i zabiję!
– Widziałem go, jak uciekał i wiem, gdzie się schował. Dorwiemy go razem. – zadecydował Ad-eim, lecz po chwili jego myśli pomknęły w zupełnie innym kierunku.
Falami spłynęło na niego kompletnie nieznane uczucie. Odwrócił się od Da-rika i odszukał wzrokiem dziewczynę. Stała dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawił i patrzyła na niego. Ad-eim jak zahipnotyzowany podszedł do niej i stanął naprzeciwko. Rodziło się w nim dziwne pragnienie, które w jakiś sposób było z nią związane. Jego trzewia zalał ogień a on szukał sposobu, by go ugasić.
– Też to czujesz? – zapytała dziewczyna.
– Nie potrafię się powstrzymać, ale nie wiem przed czym.
– Spójrz na nich – skinęła głową w stronę zbitych w tłum ludzi. – To chyba ma coś wspólnego z maszke.
Ad-eim zobaczył samców splecionych ciałami z samicami. Odległość nie pozwalała dostrzec detali, ale zachwyt na nieprzytomnych twarzach był wystarczającym dowodem, że dotyk sprawiał im ogromną przyjemność. Jak okiem sięgnąć, cały plac pokrywały fontanny maszke, do których co jakiś czas podbiegali ludzie, pili chciwie, by zaraz pospiesznie wrócić do tulenia kolejnego ciała. Było w tym coś fascynującego i chłopak przycisnął swoje ciało do ciepłej skóry samicy. Nie wiedział czego szuka.
– Napijemy się jeszcze? – Dziewczyna miała nieznacznie przyspieszony oddech, a jej policzki wyraźnie się zaróżowiły.
Chwyciła chłopaka za rękę i pociągnęła w stronę tryskającego sokami szczęścia gruczołu. Ad-eim nachylił się i już miał zaczerpnąć płynu, gdy poczuł silne pchnięcie w ramię.
– Zostawcie to świństwo, bo zgłupiejecie tak jak oni! – krzyknął Da-rik. – Pamiętasz Ad-eim? Mieliśmy chyba znaleźć Ka-hana!
– To może poczekać! – warknął w odpowiedzi podniecony chłopak.
– Nie może – uciął pupilek Pani New’u. – Ja idę. Nie chcesz iść ze mną, to mi pokaż gdzie się schował ten frędzel zgniłej tkanki. Dopadnę go sam.
– Idziemy z tobą – zdecydowała samica.
Spożyta przez nią i Ad-eima ilość maszke najwyraźniej gwarantowała wyłącznie krótkotrwały efekt, ponieważ obydwojgu zaczęła już wracać jasność myślenia. Chłopaka nie opuściło to osobliwe uczucie, ale miał niejasne wrażenie, że przy tej dziewczynie nawet bez maszke będzie odczuwał pewien dyskomfort. Było w niej coś niepokojącego.
– Ad-eim? Idziesz?
– Idę – odburknął i zmusił się marszu. – Ka-han schował się pod ladą stoiska Rady, ale głupi nie jest. Widział pewnie, jak wszyscy tu pogłupieli i pewnie już się wymknął. Musimy się pospieszyć.
Wymijanie parzących się bezrozumnie grup uczniów było dla całej trójki niezapomnianym wrażeniem. Krajobraz chuci obserwowany z boku zdumiewał.
– Jak masz na imię? – zapytał dziewczynę Da-rik, by odwrócić jej uwagę od zbiorowego szaleństwa.
– Nie mam imienia. – odparła. – Imiona otrzymujemy po festiwalu wiosny, tak powiedziała nam Pani Saf’u.
– Pani Saf’u? To ta, która podbiegła do Pani New’u? Lubisz ją?
– To jak mam cię nazywać? – wciął się w rozmowę Ad-eim.
– Mamy numery. Mój to dziewiętnastka i tak możesz mnie nazywać – odpowiedziała i natychmiast zwróciła się w stronę Da-rika. – Tak, to Pani Saf’u chciała pomóc waszej nauczycielce. Uwielbiam ją od dziecka, odkąd ją pamiętam.
– A pamiętasz coś z habitatu? – Da-rik najwyraźniej świetnie potrafił się komunikować z samicami.
– Nie, nic kompletnie.
– A ja mam takie zamglone przebłyski, pamiętam ciepło i słodki smak i jeszcze to, że wszędzie było bardzo miękko.
– Przestańcie gadać o głupotach i bądźcie cicho.
Ad-eim przykucnął za jedną z budek i w milczeniu obserwował stoisko Rady. Na ladzie spółkowała jakaś para. Wybraniec dałby wiele, by leżeć tam z Dziewiętnastką. Obserwując szaleństwo z bliska zaczynał rozumieć gdzie rodzi się ukojenie. Zerknął w dół swojego brzucha i poczuł wstyd. Manewrując tak, by żadne z towarzyszy nie zobaczyło jego kłopotliwego stanu powoli skradał się w stronę wejścia za ladę. Dziewczyna i Da-rik umilkli, i posłusznie szli za nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz