Dziewiętnastka stała,
niezdecydowana, czy pospiesznie się wycofać, czy podejść do klęczącego nad
nieznaną jej nauczycielką chłopaka. Samiec podjął decyzję za nią.
– Czy możesz oderwać
kawałek jej szaty? – poprosił i, widząc, że go nie rozumie, dodał – Trzeba
obetrzeć twarz z krwi.
Podeszła więc i
najdelikatniej, jak tylko się dało oddarła spory fragment spódnicy. Wyciągnęła
drżącą rękę w stronę Da-rika, ale ten przecząco pokręcił głową.
– Musisz mi pomóc – wskazał
oczami swoje dłonie, wciąż podtrzymujące ranną. Spomiędzy palców na plac ściekała
krew, żarłocznie wchłaniana przez żywiciela.
Dziewczyna uklękła i
zaczęła delikatnie ocierać twarz starszej kobiety.
– Dziękuję – Da-rik
zerknął na samicę i uśmiechnął się do niej przelotnie, po czym ponownie utkwił
zatroskane spojrzenie w nauczycielce.
– Musi wiele dla ciebie
znaczyć – odważyła się odezwać Dziewiętnastka.
– Pani New’u… – odparł
łamiącym się głosem – Pani New’u… Ona przeżyje, prawda? – utkwił zrozpaczone
spojrzenie w dziewczynie.
– Mam nadzieję, że tak
– szepnęła i odgarnęła ciemne owłosienie za ucho.
Chłopak szeptał prośby,
by kobieta obudziła się i wstała. Błagał, by otworzyła oczy.
– Jest nieprzytomna –
próbowała łagodnie wyjaśnić Dziewiętnastka, ale Da-rik nie słuchał.
– Pani New’u! – szeptał
– Niech się Pani obudzi! Potrzebuję Pani! Proszę!
Nauczycielka poruszyła
gałkami ocznymi, ale nie zdołała unieść powiek. Życie wyciekało z niej
bezgłośnymi strużkami krwi. Bezpowrotnie i nieodwracalnie.
Dziewiętnastka poczuła,
że na jej ramię protekcjonalnie spada ciężka dłoń. Wykręciła szyję i zobaczyła
zwalistego samca, którego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Jego ciało
zakrywała szata. Członek Rady, którego nigdy wcześniej nie widziała, zacisnął
kleszcze palców na jej karku i zmusił dziewczynę do podniesienia się z klęczek.
Inne dłonie obezwładniły chłopaka i wyszarpnęły jego dłonie spod głowy rannej. Ich
ciała, niczym bezwładne kukły zostały brutalnie ciśnięte kilka metrów dalej a nieprzytomną
nauczycielkę natychmiast odgrodzono parawanami. Da-rik, kompletnie ogłupiały
osłaniał twarz zakrwawionymi rękoma, a dziewczyna, której serce ścisnęło się z
żalu impulsywnie przylgnęła do jego boku. Ponad jego ramieniem ujrzała Panią Saf’u.
Stała, wpatrzona w uwijającego się wokół rannej Pana Lag’o, jednego z młodszych
wiekiem członków Rady. Nieco dalej falował wzburzony tłum.
…
Pani New’u wielokrotnie
zastanawiała się nad tym, co czuje umierający człowiek. Tylu wychowanków
pogrzebała, że śmierć na stałe gościła w jej myślach. Gdy z habitatu
przyprowadzano jej czterdziestu chłopców patrzyła w ich jasne, liczące dwa
cykle twarzyczki i widziała trupy. Za pierwszym razem próbowała zdystansować
się i nie przywiązywać do dzieci, ale czas błyskawicznie zweryfikował owe
zamierzenia. Dzieci, pozbawione matek, lgnęły do niej i łasiły się przy każdej
okazji. I każde, które choć odrobinę przypominało ją samą było nadzieją. Swoje
święto wiosny pamiętała jak przez mgłę. Rozmowę z nauczycielką, Panią Roh’u tym
bardziej. Nic nie jest w stanie przygotować na bezsens istnienia. A słowa
osoby, która kształtuje życie od pierwszych wspomnień są akceptowalne tylko do
momentu, w którym ufający opiekunowi wychowanek rozumie przekaz. Jak rozumieć
słowa kochanej nauczycielki, która obwieszcza, że cała klasa zostanie pożarta
przez żywiciela? Tego, o którym uczyłaś się na lekcjach, którego obrazki
rysowałaś i który był bohaterem właściwie wszystkich bajek czytanych łagodnym
głosem Pani Roh’u w dormitorium? Pani New’u pogrzebała w sercu tak wielu
wychowanków, że twarze wirowały jej przed oczami, ale pamiętała wszystkie
imiona. Wszystkie, co do jednego. Jej mózg już od dawna był cmentarzyskiem a
teraz to wszystko zmierzało ku ostatecznemu zapomnieniu. Co ciekawe, Pani New’u
nie odczuwała strachu. Parawany lekko ją dekoncentrowały, ale świetnie
rozumiała swoje położenie. Jednego tylko było jej żal i gdyby mogła, to cofnęła
by czas. Wiedziała, że Da-rik nie może być jej dzieckiem, ale i tak w każdej
klasie szukała podobnego do siebie chłopca. I mamiła się zmyśloną historyjką,
że odnalazła swoje dziecko. Gdyby mogła cofnąć czas, to pogłaskałaby go po
głowie, przytuliła i przez sekundę, lub dwie udawaliby, że łączą ich więzy
krwi.
Kręgosłup rozpuszczał
się, a nogi zostały wessane w głąb tkanki, ale umysł ciągle pracował niezależnie
od żywiciela. W ostatnich chwilach świadomości Pani New’u pozwoliła swoim
myślom powrócić do tygodni spędzonych w habitacie. Do tych chwil, gdy poczuła,
tak jak inne dziewczęta, że pęcznieje w niej nowe życie. Czerpiąc z gruczołów macicy
skondensowane składniki odżywcze i prowadząc swobodne rozmowy z innymi
brzemiennymi, oczekiwała dnia, w którym maleńki lokator pojawi się na jedynym
znanym jej świecie. Gdy nadszedł, a zgromadzone samice zgodnie wypchnęły dzieci
z macic, odebrano matkom maleństwa i wyprowadzono kobiety z habitatu. Pani
New’u pamiętała, że ją zabrano do innego pomieszczenia, gdzie jakiś
pomarszczony starzec pogratulował jej i ogłosił, że wkrótce obejmie ważne
stanowisko. Do habitatu już nie wróciła, nie zobaczyła też dziecka i nikt nie
wyjaśnił, gdzie podziały się pozostałe kobiety. Dawne czasy.
Co ciekawe, na chwilę zanim stopiła się z
żywicielem poświęciła ulotną, ostatnią myśl innemu wychowankowi, niż Da-rik. Ad-eim – pomyślała – kto teraz się tobą zaopiekuje? A potem
tkanka agresywnie zaatakowała ulokowane w mózgu Pani New’u ośrodki nerwowe. Zalała
ją fala bólu i czerwieni.
…
Ad-eim przedarł się
przez tłum i zobaczył Da-rika. Klęczącego, wpatrzonego w kremowe płachty
zakłócające harmonię płaszczyzn placu. Do boku niezbyt lubianego kolegi łasiła
się bardzo ładna samica, ale Da-rik sprawiał wrażenie, że kompletnie tego nie
rejestruje. Wybraniec energicznie podszedł do skulonej pary i stanął tuż obok
tych dwojga, bezwiednie kierując spojrzenie tam, gdzie koncentrował uwagę
absolutnie każdy, kto przebywał na placu. Na parawany.
– Co tam się stało? –
zapytał, szukając odpowiedzi w oczach chłopaka.
Kolega sprawiał
wrażenie wariata, ale tuląca go dziewczyna, nie przerywając mechanicznego
gładzenia zgarbionych ramion Da-rika zdobyła się na wyjaśnienia.
– Tam – wskazała na
parawan – umarła wasza nauczycielka, Pani New’u i twój kolega kompletnie się
załamał.
– Pani New’u? – Ad-eim
nieomal wykrzyczał jej imię. – Co ty mówisz, samico?
– Mówię, co widziałam –
chłodno odparła Dziewiętnastka.
– Przepraszam, nie
chciałem krzyczeć – próbował się usprawiedliwić. – Jesteś pewna, że Pani New’u…
– Widziałem to – wszedł
mu w słowo Da-rik. – Nie ma jej już.
Ad-eim nabrał powietrza
w płuca, mając szczery zamiar wygłosić jakąś pojednawczą mowę, ale gwałtowne
wypiętrzenie gruczołu maszke, pierwszego źródła, które trysnęło tej nocy
hormonem szczęścia i podniecenia zagłuszyło jego myśli. Zgromadzony tłum w
jednej chwili stracił zainteresowanie tragicznym wydarzeniem. Do fontanny
ruszyły masy, przepychając się i niecierpliwie wyciągając dłonie. Pierwsi
szczęśliwcy już napełniali hormonem usta i odchodzili na bok. Stali spokojnie,
nie bardzo właściwie wiedząc jakiego działania mają oczekiwać.
Dziewczyna, ciągle
wtulona w Da-rika najwyraźniej nie zdradzała ochoty na udział w wyścigu. Ad-eim
wręcz przeciwnie. Niepomny nauk Pani New’u przepchnął się przez tłum, pochylił
nad fontanną i nabrał płynu w usta. Właściwie przez chwilę myślał o tym, by
splunąć cieczą na coraz bardziej elastyczną powierzchnię placu. Nie da się
ukryć, że byłby jedynym człowiekiem, który wzgardziłby maszke. Jego spojrzenie
odbiegło łagodnym łukiem od zwijanego parawanu za którym dokonała się absorpcja
Pani New’u do głębi przerażonych oczu dziewuchy oplatającej Da-rika. Ad-eim
zdecydowanym krokiem podszedł do nich i chwycił samicę za włosy zmuszając ją do
wstania.
– Jestem wybrańcem
–wybełkotał, wciąż magazynując maszke w policzkach. – Trzymaj się mnie, może
przyniosę ci szczęście.
Dziewiętnastka sercem
lgnęła ku Da-rikowi, ale spojrzała wyzywająco w oczy samcowi, który stał
naprzeciwko niej. Najwyraźniej się wahał, ale po kilku sekundach maszke zaczęła
przejmować nad nim władzę. Kompletnie nie zastanawiając się nad tym co robi
przywarł do drobnych warg dziewczyny, rozsunął je językiem i wlał do jej ust
sporą porcję maszke.
– Też zostałam wybrana –
odparła pewnym głosem, gdy posłusznie przełknęła płyn. – Choć tak naprawdę nie
wiem do czego – dodała znacznie ciszej.
– Zostaw ją Ad-eim! –
krzyknął Da-rik zrywając się na równe nogi i podchodząc bliżej. – Zostaw! –
powtórzył i zacisnął dłonie w pięści.
Ad-eim odsunął się od
dziewczyny i podszedł do kolegi.
– Powiedz mi, co tu się
właściwie stało? – zapytał, kompletnie ignorując wściekłość rywala. – Co stało
się Pani New’u?
Imię nauczycielki
otrzeźwiło Da-rika. Wskazał ręką na miejsce, gdzie wcześniej stał parawan. Barczysty
mężczyzna zabrał go i zniknął. Obaj chłopcy podeszli bliżej. Po Pani New’u nie
został najmniejszy ślad. Da-rik opuścił głowę.
– To Ka-han – odezwał
się po dłuższej chwili milczenia. – Atakował tę samicę, a Pani New’u stanęła w
jej obronie no i Ka-han rzucił się na nią jak zwierzę. Po chwili leżała już
nieprzytomna na ziemi a Ka-han uciekł jak ostatni tchórz! – Da-rik obrzucił
Ad-eima zrozpaczonym spojrzeniem. – Znajdę go i zabiję!
– Widziałem go, jak uciekał
i wiem, gdzie się schował. Dorwiemy go razem. – zadecydował Ad-eim, lecz po chwili
jego myśli pomknęły w zupełnie innym kierunku.
Falami spłynęło na
niego kompletnie nieznane uczucie. Odwrócił się od Da-rika i odszukał wzrokiem
dziewczynę. Stała dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawił i
patrzyła na niego. Ad-eim jak zahipnotyzowany podszedł do niej i stanął
naprzeciwko. Rodziło się w nim dziwne pragnienie, które w jakiś sposób było z
nią związane. Jego trzewia zalał ogień a on szukał sposobu, by go ugasić.
– Też to czujesz? –
zapytała dziewczyna.
– Nie potrafię się powstrzymać,
ale nie wiem przed czym.
– Spójrz na nich –
skinęła głową w stronę zbitych w tłum ludzi. – To chyba ma coś wspólnego z
maszke.
Ad-eim zobaczył samców
splecionych ciałami z samicami. Odległość nie pozwalała dostrzec detali, ale
zachwyt na nieprzytomnych twarzach był wystarczającym dowodem, że dotyk
sprawiał im ogromną przyjemność. Jak okiem sięgnąć, cały plac pokrywały
fontanny maszke, do których co jakiś czas podbiegali ludzie, pili chciwie, by zaraz
pospiesznie wrócić do tulenia kolejnego ciała. Było w tym coś fascynującego i
chłopak przycisnął swoje ciało do ciepłej skóry samicy. Nie wiedział czego
szuka.
– Napijemy się jeszcze?
– Dziewczyna miała nieznacznie przyspieszony oddech, a jej policzki wyraźnie
się zaróżowiły.
Chwyciła chłopaka za
rękę i pociągnęła w stronę tryskającego sokami szczęścia gruczołu. Ad-eim
nachylił się i już miał zaczerpnąć płynu, gdy poczuł silne pchnięcie w ramię.
– Zostawcie to
świństwo, bo zgłupiejecie tak jak oni! – krzyknął Da-rik. – Pamiętasz Ad-eim?
Mieliśmy chyba znaleźć Ka-hana!
– To może poczekać! –
warknął w odpowiedzi podniecony chłopak.
– Nie może – uciął
pupilek Pani New’u. – Ja idę. Nie chcesz iść ze mną, to mi pokaż gdzie się
schował ten frędzel zgniłej tkanki. Dopadnę go sam.
– Idziemy z tobą –
zdecydowała samica.
Spożyta przez nią i
Ad-eima ilość maszke najwyraźniej gwarantowała wyłącznie krótkotrwały efekt,
ponieważ obydwojgu zaczęła już wracać jasność myślenia. Chłopaka nie opuściło
to osobliwe uczucie, ale miał niejasne wrażenie, że przy tej dziewczynie nawet
bez maszke będzie odczuwał pewien dyskomfort. Było w niej coś niepokojącego.
– Ad-eim? Idziesz?
– Idę – odburknął i
zmusił się marszu. – Ka-han schował się pod ladą stoiska Rady, ale głupi nie
jest. Widział pewnie, jak wszyscy tu pogłupieli i pewnie już się wymknął.
Musimy się pospieszyć.
Wymijanie parzących się
bezrozumnie grup uczniów było dla całej trójki niezapomnianym wrażeniem.
Krajobraz chuci obserwowany z boku zdumiewał.
– Jak masz na imię? –
zapytał dziewczynę Da-rik, by odwrócić jej uwagę od zbiorowego szaleństwa.
– Nie mam imienia. –
odparła. – Imiona otrzymujemy po festiwalu wiosny, tak powiedziała nam Pani
Saf’u.
– Pani Saf’u? To ta,
która podbiegła do Pani New’u? Lubisz ją?
– To jak mam cię
nazywać? – wciął się w rozmowę Ad-eim.
– Mamy numery. Mój to
dziewiętnastka i tak możesz mnie nazywać – odpowiedziała i natychmiast zwróciła
się w stronę Da-rika. – Tak, to Pani Saf’u chciała pomóc waszej nauczycielce.
Uwielbiam ją od dziecka, odkąd ją pamiętam.
– A pamiętasz coś z
habitatu? – Da-rik najwyraźniej świetnie potrafił się komunikować z samicami.
– Nie, nic kompletnie.
– A ja mam takie
zamglone przebłyski, pamiętam ciepło i słodki smak i jeszcze to, że wszędzie
było bardzo miękko.
– Przestańcie gadać o
głupotach i bądźcie cicho.
Ad-eim przykucnął za
jedną z budek i w milczeniu obserwował stoisko Rady. Na ladzie spółkowała jakaś
para. Wybraniec dałby wiele, by leżeć tam z Dziewiętnastką. Obserwując
szaleństwo z bliska zaczynał rozumieć gdzie rodzi się ukojenie. Zerknął w dół
swojego brzucha i poczuł wstyd. Manewrując tak, by żadne z towarzyszy nie
zobaczyło jego kłopotliwego stanu powoli skradał się w stronę wejścia za ladę.
Dziewczyna i Da-rik umilkli, i posłusznie szli za nim.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz